człowiek wstaje rano, za oknem deszcz i ulewa, brzydko zimno i w ogolę niechętnie...ale masz się dobrze, czujesz ze jesteś w miarę wyspany, wiesz ze nie musisz iść dziś do roboty albo na uczelnie, czeka cie przyjemny dzień, do tego zakupy pierdoły i dobry obiad którego nie ugotujesz przy okazji, wiec zwlekasz się z ciepłego łóżka w chodzisz do kuchni, nastawisz czajnik i czekasz aż woda zacznie się gotować i wtedy gdy chcesz wyciągnąć puszkę kawy z szuflady rozlega się trrach!szrum!pierdol! jakimś cudem zrzucasz młynek do kawy swojej matki, leci siarczyste słowo z twoich ust, co dodatkowo zwraca uwagę rodzicielki, pyta co jest, mówisz że spadł młynek a ona na to 'O kurwa!' starasz się zachować zimna krew, podnosisz przedmiot i włączasz do konaku, cholera gdzie pokrywka?? rozglądasz się za plastikowa pokrywką i coś czujesz ze nie będzie w całości, widzisz to podnosisz i przykładasz, dwa kawałki odpadły ale okay młynek działa...
Dla matki to nie wszystko, to najgorszy problem ze kawałek pieprzonej plastikowej pokrywki odpadł, i wtedy ty się zaczynasz ciepać i ona się zaczyna ciepać,a jeśli masz już dość darcia to napięcie wychodzisz i czujesz ze zaczyna cie bolec głowa w końcu młynek działa i to najważniejsze. a tam pokrywka to nic.
Jak wchodzisz do pokoju słyszysz jeszcze jak mruczy do siebie, "to się musi dać skleić'
Za kolejne 15 min, gdy ty starasz się uspokoić i wciąż wmówić sobie ze to będzie dobry dzień przylatuje do Ciebie i pokazuje sklejoną pokrywke, nadal jestes wkurwiony i masz ochote przygadac no ale po co ? kapitulujesz?
ja musiałam ....
Autor(ka) wpisu:
Ta witryna internetowa wyswietla wpisy z pingera, w których występuje słowo "albo". Dzęki temu możesz przeglądać tylko te wpisy, które Cię interesują.